niedziela, 28 czerwca 2009

Z notatek Sopocianina


Boli mnie to, jak moje rodzinne miasto jest bezczeszczone.

Sopot, rok 2009, sezon letni. Miasto po zatwierdzeniu projektów i wieloletnich planów inwestycyjnych w pełni chwały podnosi się po naleciałościach komuny. Z centrum po kolei znikają wszystkie szpecące zabudowania, aby ustąpić miejsca hotelom, kinom, kawiarniom i rzadziej sklepom. Wzdłuż głównego bulwaru ciągną się lokale gotowe w błyskawicznym tempie opróżnić Twój portfel. Knajpy z cennikami opisanymi szyldem Sopot prześcigają się w pomysłach na zwerbowanie stłoczonych przechodniów. Tylko że wszystkie pomysły są takie same, bo kreuje je jeden cel - maksymalizacja przychodów. Obsługa w lokalu jest zawsze miła i uśmiechnięta, albo przeciwnym wypadku zwolniona. Nigdy nie doceniałem tych ludzi dopóki nie stanąłem na ich miejscu - uśmiechanie się przez kilka godzin do roju dzikich kleszczy stawia poprzeczkę na naprawdę wysokim poziomie.

Konkurencję postrzegam za pozytywne zjawisko - w końcu jest motorem napędowym rozwoju, a jej brak bywa zgubny. Jednak To co się dzieje na Monciaku wygląda pozytywnie tylko z pozoru. Na zapleczach powoduje stres, nachalność, zawiść i (chodź ulotkarze już wpisali się w wizerunek Sopotu) psuje klimat.

Dlaczego ludzie to kupują? Ktoś usłyszał że jest fajnie, jest dream, top i trendy. Ktoś tak powiedział, więc tak musi być na prawdę. W końcu nie ma większego orgazmu niż wpuszczenie do klubu z selekcją. W głowie naiwna myśl - "jestem zajebisty/a". Głodne ego zostało nakarmione za jedyne 20 zł panowie, 10 panie. Wszystko ok, wszystko normalnie, czyżby? Dlaczego skoro prestiż tryska z każdej literki słowa sopot imprezy opisane na ulotkach są "rodem z ..."? Rodem z Ibizy, Copacabany, filmów gangsterskich. A nie najzwyczajniej ...stąd? Po prostu ludzie mają już jeden etap za sobą: zrozumieli że imprezy są niewyszukane, niewystarczające, więc w komercyjnej pogodni szukają odwołań do światowych kurortów, którym Sopot nie dorasta do pięt (czyżby? Ok, pogodę mają lepszą) maskując swój własny brak weny. Ale w praktyce mało kto nad tym się zastanawia. Bo po co? Lepiej mielić ograniczający nas od narodzin system.

Można założyć w Sopocie dobry klimatyczny lokal, ale kto by tam chodził? Ile by wytrzymał? Otóż moi biedni strudzeni turyści. Prawdziwy Sopot jest poza Monciakiem i najprawdopodobniej nigdy go nie poczujecie. Z resztą czy wy czujecie cokolwiek?

Jeśli ostatni akapit wywołał u Ciebie oburzenie, masz powód do zmartwień.

piątek, 29 maja 2009

4/5

I. Podążaj z wiatrem życia. Gdy coś Ci wychodzi, daj się temu porwać - kontynuuj i rozwijaj to w czym jesteś najlepszy.

II. Jeśli coś sprawia Ci trud i stresuje, to znaczy że działa przeciwko Tobie, a zarazem całemu wszechświatowi, którego jesteś częścią. Zastanów się, czy aby na pewno podążasz w dobrym kierunku. Nie mów, że musi być jak jest, nie porównuj siebie do innych. Na tym świecie istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że porównasz się do nieprawidłowych wzorców.

III. Gdy znajdziesz swoją wewnętrzną siłę (każdy ją ma, bo ona jest wszędzie), dostaniesz zastrzyk energii. Nie pozwól aby ktoś ją odebrał. Kreuj świat wokół siebie tak jakbyś chciał żeby wyglądał.

IV. Nie blokuj ciężkich uczuć i emocji. Niepotrzebnych myśli nie stłumisz. Musisz się ich pozbyć - przeżywaj je.


...ja to napisałem? Nagle? W... 5 minut?!

czwartek, 21 maja 2009

Czym nas karmią na uczelni?

Przedmiot nazywa się "Kontrowersje w reklamie" - nazwa nie przywodzi na myśl mozolnej nauki ani nudnych regułek, więc z chęcią zapisałem się akurat na ten wykład do wyboru. I faktycznie - zajęcia wyglądają bajkowo. Siedzimy bite półtorej godziny i oglądamy reklamy. Śmieszne, chamskie, seksistowskie, kompromitujące, propagujące i tak co dwa tygodnie. Większość z nich już widziałem ;) (aż boje się myśleć ile czasu zająłby blok składający się z wszystkich reklam, które kiedykolwiek oglądałem i utkwiły mi gdzieś w podświadomości, aby niekiedy po 5 latach zobaczyć je ponownie i stwierdzić "-tak, tą jedną widziałem z pewnością". I drugą, i trzecią, i czwartą...). Klipy są ułożone w kilkuminutowe prezentacje przygotowane przez studentów z poprzednich lat, przeważnie posegregowane tematycznie. O to jedna z nich:



http://www.youtube.com/watch?v=W4-UfcfMwRU



...po dwudziestu minutach oglądania podobnych filmów nie przerywanych reklamami chipsów, czy proszków do prania w sali zapanowała dziwna cisza. Nie było słychać ani jednego szeptu.

Nie wiem, dlaczego prezentacja wydaje mi się stokroć brutalniejsza, niż Szeregowiec Ryan i Helikopter w Ogniu razem wzięte. Nie wiem jakim idiotą trzeba być, aby puszczać takie produkcje w takich ilościach. Wiem jedynie, że tego czwartku wyszedłem z budy skwaszony.

czwartek, 14 maja 2009

Sznur

Gdy nic nie robisz, sam się plącze
Sam się natomiast nie rozplątuje
Czasami rozplątanie zajmuje mnóstwo czasu
Niektórzy przecinają wtedy swój sznur
W końcu tak nieporównywalnie łatwiej jest ciąć, niż pleść


Aaawangardowy wiersz! Taki sam jak 100 lat temu. Taki sam jak ten, którym w liceum kazano nam się delektować. Ten, którego (prawie) nikt nie usiłował zrozumieć, a już na pewno nie sam nauczyciel. Po co, skoro jest wszechwiedzący klucz? I tak historia zatacza swe koło ....ktoś to czyta? Po co to czytasz? Włącz TV.

Spisany po pijaku o 22:22.

czwartek, 30 kwietnia 2009

Deficyt

- Idziesz się przejść?
- Nie mam czasu, w środę jest koło, na które zupełnie nic nie umiem, muszę się uczyć.

- Siemano, idziesz pośmigać na smolną?
- Stary! Zakończenie roku, matury, zapomnij.

- Hej, może byśmy się jutro spotkali? Jest ładna pogoda, w sam raz na plażę.
- Nie mogę, muszę dokończyć projekt, a jutro cały dzień mamy konferencję.

- Elo. Browar... co Ty na to?
- Nie mogę, pracuję. Wracam późno, rano znowu muszę wstać.

- Masz czas w tygodniu? Musimy częściej grać próby.
- Mam. W czwartki od jedenastej praktycznie do wieczora.
- Odpada, w czwartki siedzę na uczelni, może wtorek?
- We wtorek mam bazy, wracam późnym popołudniem, ale może być osiemnasta.
- No co Ty, osiemnasta za późno, sąsiedzi będą się wkurwiać.

- Masz dzisiaj czas?
- Nie, umówiłam się z Gosią, Kasią, Asią, a potem razem z Jackiem, Packiem i Srackiem idziemy do Kacpra, możesz iść z nami.
- [...]

- A Ty? Jedziesz z nami na Woodstock?
- Nie wiem, czy na przełomie lipca i sierpnia dam radę...


Jakimże potężnym tyranem jest czas, że wszystkich nas przekształcił w swoich niewolników. Czym jest wobec niego bóg, który kończy się tam, gdzie kończy się natura?

sobota, 25 kwietnia 2009

Terapia grupowa

Otwierasz drzwi i wchodzisz do środka
Wszedłeś do swego serca
Teraz wyobraź sobie swój ból, jako białą kulę uzdrawiającego światła
Tak, właśnie, Twój ból w całej swojej doskonałości jest biała kulą uzdrawiającego światła
(Nie sądzę...)

Oto Twoje życie, dobre do ostatniej kropli
Nigdy nie będzie lepsze, niż teraz
Kończy się wraz z każdą mijającą minutą

To nie klasówka, nie weekendowy wypad
Z punktu, w którym stoisz nie jesteś w stanie wyobrazić sobie jak jest tam na samym dole
Dlaczego potrafisz powstać tylko po całkowitej porażce?
Dopiero, kiedy stracisz wszystko jesteś wolny, aby robić cokolwiek
Nic nie jest stałe, wszystko jest zaskakujące, wszystko przemija

Oto Twoje życie
Nigdy nie będzie lepsze niż teraz
Oto Twoje życie
Kończy się wraz z każdą mijającą minutą

Nie jesteś pięknym, niepowtarzalnym płatkiem śniegu
Jesteś tą samą zgniłą materią jak wszystko inne
Wszyscy jesteśmy trybikami tej samej starej, skorodowanej, wadliwej machiny
Wszyscy śpiewamy, tańczymy - tandeta tego świata

Nie jesteś swoim kontem w banku
Nie jesteś ciuchami, w które się ubierasz
Nie jesteś zawartością swojego portfela
Nie jesteś swoimi znajomymi
Nie jesteś wiadomościami w TV
Nie jesteś samochodem, którym jeździsz
Nie jesteś swoim pieprzonym ulubionym kolorem!

Musisz się poddać
Musisz zdać sobie sprawę, że kiedyś umrzesz
Dopóki to wiesz, jesteś bezużyteczny

Mówię, pozwól mi nigdy nie być spełnionym
Mówię, pozwól mi nigdy nie być zadowolonym
Mówię, uwolnij mnie od zakupów w centrach handlowych
Mówię, uwolnij mnie od galerii sztuk pięknych
Mówię, uwolnij mnie od ekskluzywnych lokali
Mówię, uwolnij mnie od nieskazitelnej skóry i perfekcyjnej sylwetki
Mówię, musisz się poddać!
Mówię, rozwijaj się i pozwól upadać okruchom tam, gdzie miały upaść

Oto Twoje życie
Nigdy nie będzie lepsze, niż teraz
Oto Twoje życie
Kończy się wraz z każdą mijającą minutą

Musisz się poddać


Fight Club OST - This is Your Life
interpretacja własna

niedziela, 5 kwietnia 2009

Gdzie oni są?

Czas na kolejną notę. Fakt, że tu w ogóle piszę sam w sobie oznacza, że coś jest nie tak. Zaczynanie toku rozumowania - jedno z najcięższych przedsięwzięć, bo wymaga sformułowania sobie pytań.

Infa - Bazy danych, CISCO, programowanie... nie mam ochoty uczyć się tego gówna w tak chujowy sposób, mam olbrzymie opory przed wiedzą, która nie wydaje mi się interesująca, mówiąc inaczej - nie jest przeznaczona dla mnie, ucząc się jej nie wykorzystuję swojego potencjału, a zatem jej "przyswajanie" jest wbrew w mnie i całemu wszechświatu, którego stanowię integralną część. Nie wiem kto wymyślił naukę według programu, ale musiał mieć "namelane na bani". "A nóż, jedno z miliona hasełek i formułek kiedyś Ci się przyda". No na pewno, a na pozostałe marnuję tylko swój cenny czas. Czas, czym jest czas?... mniejsza ;P, i tak dygresja osiągnęła poziom krytyczny, bo właściwie chciałem napisać, o zajęciach w sali C-36 Uniwersyteckiego Centrum Dydaktyczno-Konferencyjnego w Sopocie. Ćwiczenia są nudne, każdy to potwierdzi, więc z nudów wchodzę na portale typu nautilus.org, prawda2.info, stopcodex.pl, fronda.pl i czytam. Czytam, mimo że nie powinienem bo jestem przesiąknięty niewygodną, smutną prawdą o świecie, która już tak mnie zdominowała, że nie potrafię rozmawiać o niczym innym i chodzę wiecznie podenerwowany wymieniając czego bym to nie zmienił. Ostatnio zdecydowanie za dużo myślę, a za mało robię. Tak, zauważyłem to i jestem zaniepokojony. I za dużo używam zaimka "to".

Życie to sen, matrix. Świat pozorów i skutków. Film. Wielka gra. Czasami jest w nas coś fascynującego, czego nie potrafimy ładnie odegrać wedle ustalonych powszechnie zasad.


...ale nie o tym miało być

Gdzie oni są
Gdzie wszyscy moi przyjaciele -ele-ele-ele-ele-ele
Zabrakło ich
Choć zawsze było ich niewielu -elu-elu-elu-elu-elu

Schowali się
Po różnych mrocznych instytucjach -ucja-ucja-ucja-ucja-ucja
Pożarła ich
Galopująca prostytucja -ucja-ucja-ucja-ucja-ucja

Gdzie są moi przyjaciele
Bojownicy z tamtych lat
Zawsze było ich niewielu
Teraz jestem sam

Co to za pan
Tak kulturalnie opowiada
Jak się stara ładnie siedzieć i wysławiaaaaaaać
Ach co za ton co za ukłon
Co za wiara w każdym zdaniu
I jakie mądre przekonania -ania-ania-ania-ania-ania

Gdzie są moi przyjaciele
Bojownicy z tamtych lat
Zawsze było ich niewielu
Teraz jestem sam

Oto są oto wszyscy są
Przyjaciele moi z wielu stron
Co za pochód co za piękny krok
Maszerują ramię w ramię wprost
I w bamboszach, w garniturach
Z pidżamami pod pachami
Z posadami, podatkami i z białymi chorągwiami
Idą tłumy ich tłumy ich
Tłumy ich tłumy ich
Tłumy ich tłumy ich
Tłumy ich...

Gdzie oni są
Gdzie oni są
Zabrakło ich
Zabrakło ich