Przedmiot nazywa się "Kontrowersje w reklamie" - nazwa nie przywodzi na myśl mozolnej nauki ani nudnych regułek, więc z chęcią zapisałem się akurat na ten wykład do wyboru. I faktycznie - zajęcia wyglądają bajkowo. Siedzimy bite półtorej godziny i oglądamy reklamy. Śmieszne, chamskie, seksistowskie, kompromitujące, propagujące i tak co dwa tygodnie. Większość z nich już widziałem ;) (aż boje się myśleć ile czasu zająłby blok składający się z wszystkich reklam, które kiedykolwiek oglądałem i utkwiły mi gdzieś w podświadomości, aby niekiedy po 5 latach zobaczyć je ponownie i stwierdzić "-tak, tą jedną widziałem z pewnością". I drugą, i trzecią, i czwartą...). Klipy są ułożone w kilkuminutowe prezentacje przygotowane przez studentów z poprzednich lat, przeważnie posegregowane tematycznie. O to jedna z nich:
http://www.youtube.com/watch?v=W4-UfcfMwRU
...po dwudziestu minutach oglądania podobnych filmów nie przerywanych reklamami chipsów, czy proszków do prania w sali zapanowała dziwna cisza. Nie było słychać ani jednego szeptu.
Nie wiem, dlaczego prezentacja wydaje mi się stokroć brutalniejsza, niż Szeregowiec Ryan i Helikopter w Ogniu razem wzięte. Nie wiem jakim idiotą trzeba być, aby puszczać takie produkcje w takich ilościach. Wiem jedynie, że tego czwartku wyszedłem z budy skwaszony.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz