
Boli mnie to, jak moje rodzinne miasto jest bezczeszczone.
Sopot, rok 2009, sezon letni. Miasto po zatwierdzeniu projektów i wieloletnich planów inwestycyjnych w pełni chwały podnosi się po naleciałościach komuny. Z centrum po kolei znikają wszystkie szpecące zabudowania, aby ustąpić miejsca hotelom, kinom, kawiarniom i rzadziej sklepom. Wzdłuż głównego bulwaru ciągną się lokale gotowe w błyskawicznym tempie opróżnić Twój portfel. Knajpy z cennikami opisanymi szyldem Sopot prześcigają się w pomysłach na zwerbowanie stłoczonych przechodniów. Tylko że wszystkie pomysły są takie same, bo kreuje je jeden cel - maksymalizacja przychodów. Obsługa w lokalu jest zawsze miła i uśmiechnięta, albo przeciwnym wypadku zwolniona. Nigdy nie doceniałem tych ludzi dopóki nie stanąłem na ich miejscu - uśmiechanie się przez kilka godzin do roju dzikich kleszczy stawia poprzeczkę na naprawdę wysokim poziomie.
Konkurencję postrzegam za pozytywne zjawisko - w końcu jest motorem napędowym rozwoju, a jej brak bywa zgubny. Jednak To co się dzieje na Monciaku wygląda pozytywnie tylko z pozoru. Na zapleczach powoduje stres, nachalność, zawiść i (chodź ulotkarze już wpisali się w wizerunek Sopotu) psuje klimat.
Dlaczego ludzie to kupują? Ktoś usłyszał że jest fajnie, jest dream, top i trendy. Ktoś tak powiedział, więc tak musi być na prawdę. W końcu nie ma większego orgazmu niż wpuszczenie do klubu z selekcją. W głowie naiwna myśl - "jestem zajebisty/a". Głodne ego zostało nakarmione za jedyne 20 zł panowie, 10 panie. Wszystko ok, wszystko normalnie, czyżby? Dlaczego skoro prestiż tryska z każdej literki słowa sopot imprezy opisane na ulotkach są "rodem z ..."? Rodem z Ibizy, Copacabany, filmów gangsterskich. A nie najzwyczajniej ...stąd? Po prostu ludzie mają już jeden etap za sobą: zrozumieli że imprezy są niewyszukane, niewystarczające, więc w komercyjnej pogodni szukają odwołań do światowych kurortów, którym Sopot nie dorasta do pięt (czyżby? Ok, pogodę mają lepszą) maskując swój własny brak weny. Ale w praktyce mało kto nad tym się zastanawia. Bo po co? Lepiej mielić ograniczający nas od narodzin system.
Można założyć w Sopocie dobry klimatyczny lokal, ale kto by tam chodził? Ile by wytrzymał? Otóż moi biedni strudzeni turyści. Prawdziwy Sopot jest poza Monciakiem i najprawdopodobniej nigdy go nie poczujecie. Z resztą czy wy czujecie cokolwiek?
Jeśli ostatni akapit wywołał u Ciebie oburzenie, masz powód do zmartwień.
